Panaceum Natury

W rytmie ziół: sztuka zbioru w zgodzie z naturą

Oto poglądowa tabela, którą stworzyłem dla Was żebyście mogli w sposób czytelny zobaczyć podstawowy podział surowców zielarskich, przykłady roślin należących do tych surowców oraz orientacyjny czas zbioru. Zbieranie ziół to nie tylko kwestia kalendarza i pogody – to sztuka uważności i dobrego wyczucia rośliny. Dla mnie najważniejsze jest, by iść w teren z szacunkiem i wiedzą, że to, co zbieram, ma służyć zdrowiu – więc nie może być zebrane byle jak, byle kiedy i byle skąd. Pora dnia ma znaczenie – i to ogromne. Kwiaty i liście najlepiej zbierać rano, ale nie zaraz po rosie – poczekaj, aż słońce lekko je osuszy, wtedy są najbardziej aromatyczne i pełne składników czynnych. Zbieranie w pełnym słońcu może powodować ulotnienie olejków eterycznych, zwłaszcza u roślin takich jak mięta, dziurawiec czy lawenda – w ich przypadku warto wychwycić moment między końcem rosy a przedpołudniowym ciepłem. Korzenie i kłącza zbiera się z kolei albo wczesną wiosną (gdy roślina jeszcze „śpi”), albo późną jesienią, po przekwitnięciu i zrzuceniu części nadziemnej. Wtedy cała siła rośliny skupiona jest właśnie tam – pod ziemią. Trzeba je wykopywać ostrożnie, by nie pokruszyć cennych fragmentów. Od razu po wykopaniu najlepiej delikatnie oczyścić z ziemi, odciąć drobne korzonki i nie moczyć zbyt długo. Kora – jeśli zbierana, to tylko z młodych pędów i wyłącznie wczesną wiosną, gdy ruszają soki. Wtedy łatwo odchodzi i jest pełna wartości. Nigdy nie zdzieraj kory z całego obwodu pnia – to równoznaczne z uśmierceniem drzewa. Wybieraj boczne gałęzie, najlepiej te, które i tak będą usunięte lub złamane. Ziele, czyli części nadziemne roślin, zbiera się zwykle w czasie kwitnienia – to wtedy ich moc jest największa. Warto ciąć sekatorem lub nożem, a nie wyrywać – roślina szybciej się zregeneruje, a Ty masz czystszy surowiec. Zbierając np. ziele krwawnika czy rumianku, zwracam uwagę, żeby nie zbierać zbyt nisko – unikam ziemi, piachu, owadów i zanieczyszczeń. Kwiaty to materiał bardzo delikatny – zbieraj je suchą dłonią, do przewiewnych pojemników, najlepiej wczesnym rankiem. Ich wartość szybko spada, jeśli zostaną zgniecione lub podduszone w foliowej torbie. Zwłaszcza przy kwiatach lipy, bzu czarnego czy nagietka – delikatność to klucz. Owoców nie zbiera się po deszczu ani w największym upale – najlepiej w suchy, słoneczny dzień, gdy są już dojrzałe, ale nie przejrzałe. Dziką różę lub głóg zbieram wtedy, gdy skórka staje się miękka, ale nie fermentująca. Owoce trzeba przebrać jeszcze w terenie – unikaj tych spleśniałych, nadgryzionych przez owady, zasuszonych. I najważniejsze – zbieraj tylko to, co znasz na 100%. Rośliny bywają zdradliwe – nawet te „znajome” mogą mieć trujące sobowtóry. Nie spiesz się. Zbieraj z umiarem, zostaw część dla owadów, zwierząt i dla samej rośliny – żeby mogła wrócić za rok. Należy także przestrzegać pewnych zasad etycznych podczas zbioru roślin. Oto kilka z nich:

Od jabłka do dziurawca – czym naprawdę są zioła?

Czym są zioła? W Farmakopei pojęcie „zioło/zioła” jako takie nie występuje wprost jako termin techniczny – Farmakopea posługuje się bardziej precyzyjnymi określeniami, takimi jak „lek roślinny” lub „surowiec roślinny”. Czym są leki roślinne? Leki roślinne – są to głównie całe, rozdrobnione lub pokruszone rośliny, części roślin lub produkty roślinne (takie jak żywice), zwykle w stanie wysuszonym, czasem świeżym. Leki roślinne są zasadniczo nieprzetworzone, ale przeznaczone do dalszego przetwarzania lub stosowania jako składniki leków roślinnych. (Farmakopea Polska XI, tom I, monografia ogólna 1433: „Leki roślinne”) Spotkałem się kiedyś z definicją, że ziołami nazywamy rośliny – zarówno te uprawiane, jak i dziko rosnące – które dzięki obecności naturalnych substancji czynnych oddziałują na organizm człowieka, wspierając jego zdrowie i pomagając w profilaktyce oraz leczeniu różnych dolegliwości. Czy zatem jabłko możemy nazwać ziołem? Tak – w ujęciu tradycyjnym, zielarskim lub etnobotanicznym, jabłko może być uznane za roślinę zielarską, bo: Z tego punktu widzenia każda roślina – uprawiana czy dzika – która ma działanie prozdrowotne lub lecznicze, może być uznana za zioło. To właśnie taka szeroka, praktyczna definicja funkcjonuje w zielarstwie ludowym, w medycynie klasztornej, a nawet w niektórych publikacjach etnofarmakologicznych. Czym jest surowiec roślinny? Surowiec roślinny to określona część rośliny wykorzystywana w zielarstwie — może to być organ rośliny, tkanka albo wydzielina, w której znajduje się najwyższe stężenie substancji aktywnych, na przykład olejków eterycznych. Zazwyczaj z jednej rośliny zbiera się jeden rodzaj surowca, na przykład w przypadku rumianku są to kwiaty, jednak niektóre rośliny dostarczają więcej niż jeden typ surowca, jak na przykład mniszek lekarski, z którego wykorzystuje się liście i korzeń. Surowce roślinne, które mają potwierdzone właściwości lecznicze, są opisane w monografiach farmakopealnych.  Farmakopea Polska XI określa surowiec roślinny jako „całe rośliny, ich części lub produkty roślinne (np. żywice), najczęściej w stanie wysuszonym, czasem świeżym. Surowce te są zwykle całe, rozdrobnione lub pokruszone i nieprzetworzone. Surowce roślinne są określane według używanej części rośliny i nazwy botanicznej rośliny (rodzaj, gatunek, odmiana i autor).” (Farmakopea Polska XI, 2017, monografia ogólna 1433: „Leki roślinne”) Na koniec artykułu chciałbym rzec kilka słów… Farmakognozja klasyfikuje, mierzy, standaryzuje. Tradycja obserwuje, zapamiętuje, przekazuje. Obie ścieżki są mi bliskie – bo z jednej strony potrzebuję potwierdzenia, że np. Herba Hyperici działa przeciwdepresyjnie, a z drugiej strony wiem, że dziurawiec najlepiej zbierać w okolicach św. Jana, o poranku, gdy pachnie jak letnie łąki. 1. Farmakopea Polska XI, tom I, Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Warszawa 2017, s. 10–13, monografia ogólna nr 1433: Herbal drugs / Leki roślinne. 2. Ożarowski, A. (red.) (1982). Ziołolecznictwo. Poradnik dla lekarzy. Warszawa: Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich.

Naturalnie nie znaczy bezpiecznie – druga strona ziołolecznictwa

Moja przygoda z ziołami nie zawsze była drogą usłana płatkami róż — niejednokrotnie zdarzało mi się stanąć na kolcach o nazwie ignorancja potencjału ziół i brak wiedzy. Z rozmów z zaprzyjaźnionymi zielarzami wiem, że nie jestem w tym sam. Niejedna opowieść kończyła się komplikacjami wynikającymi z niewłaściwego stosowania tych roślin. Sam przeżyłem sytuację, w której zamiast ulgi doświadczyłem pogorszenia stanu zdrowia, a raz byłem nawet bliski utraty życia — przy stosowaniu m.in. skrzypu polnego, który większości osób kojarzy się co najwyżej z mocniejszymi włosami i paznokciami. Nie chcę nikogo wystraszyć, ani zniechęcić do samodzielnego sięgania po dary natury. Moim celem jest uczulić i przypomnieć, że zioła to nie są neutralne dodatki — mają realny wpływ na organizm. Co zatem warunkuje ryzyko związane z przyjmowaniem ziół? Jakie zmienne należy brać pod uwagę? Każdy organizm reaguje inaczej To, co u jednej osoby przyniesie korzyść, u innej może wywołać niepożądane skutki. Wpływa na to szereg czynników: genetyka, metabolizm, mikroflora jelitowa, a nawet stan zdrowia w danym momencie. Różnice w rozmieszczeniu i wrażliwości receptorów czy aktywności enzymów wątrobowych sprawiają, że reakcje na te same zioła mogą być skrajnie różne. Z wiekiem zmienia się reakcja na zioła To, co działało dobrze w młodości, z wiekiem może okazać się nieskuteczne lub wręcz szkodliwe. Przykład? Nerki. To one odpowiadają za usuwanie wielu substancji czynnych z organizmu. Jeśli ich funkcja jest osłabiona, niektóre związki mogą się kumulować i działać toksycznie. Skrzyp polny, choć moczopędny i ceniony za zawartość krzemionki, może prowadzić do zaburzeń elektrolitowych i nadmiernej utraty potasu przy niewydolności nerek. Podobnie w przypadku zaburzeń pracy jelit — to właśnie tam wchłaniane są aktywne składniki roślin. Choroby takie jak ZJD, Leśniowski-Crohn czy celiakia mogą skutecznie utrudnić przyswajanie związków, takich jak flawonoidy czy alkaloidy. Dziurawiec, znany z działania antydepresyjnego, może być znacznie mniej skuteczny u osób z uszkodzoną błoną śluzową jelit. Interakcje z lekami — często ignorowane zagrożenie Polacy przodują w spożywaniu leków — niestety, często bez konsultacji z lekarzem. Do tego dochodzą zioła, stosowane „na wszelki wypadek”. Problem polega na tym, że zioła mogą wchodzić w interakcje z lekami, zmieniając ich działanie — zarówno osłabiając, jak i wzmacniając. Przykład klasyczny to grejpfrut. Zawiera furanokumaryny, które hamują enzym CYP3A4, odpowiedzialny za rozkład wielu leków. Efekt? Niebezpiecznie wysokie stężenie leku w organizmie. Dziurawiec z kolei może przyspieszać metabolizm leków, osłabiając ich działanie, m.in. antykoncepcji hormonalnej. Uwaga na interakcje między ziołami Nie tylko leki są tu istotne — również zioła mogą wchodzić ze sobą w interakcje. Niektóre z nich się wzajemnie osłabiają, inne niebezpiecznie wzmacniają. Przykład? Lukrecja, która podnosi ciśnienie, osłabia działanie ziół uspokajających jak melisa. Połączenie miłorzębu japońskiego z czosnkiem może nasilać działanie przeciwzakrzepowe i zwiększać ryzyko krwawień. Dawka czyni lek… lub truciznę Podobnie jak w przypadku leków, tak i tu dawkowanie ma kluczowe znaczenie. Zbyt duża dawka może wywołać działanie toksyczne. Wrotycz, stosowany przeciwpasożytniczo, w większych ilościach może być neurotoksyczny. Bylica piołun — cenna w leczeniu problemów trawiennych — przy nadmiernym spożyciu może prowadzić do uszkodzenia wątroby. Liczy się też forma i sposób przygotowania Zioła mogą działać zupełnie inaczej w zależności od sposobu podania. Napar, odwar, nalewka czy kapsułka — każda z tych form ma inną biodostępność. Nalewka z waleriany zadziała szybciej i mocniej niż napar. Krzemionka ze skrzypu lepiej rozpuszcza się w odwarze gotowanym przez kilkanaście minut niż w szybkim naparze. Czas stosowania ma znaczenie Nie wszystkie zioła nadają się do długotrwałego stosowania. Aloes — przeczyszczający i wspomagający trawienie — może prowadzić do podrażnienia przewodu pokarmowego i uzależnienia jelit. Dziurawiec, choć skuteczny przy obniżonym nastroju, latem może prowadzić do poparzeń słonecznych ze względu na działanie fotouczulające. Kto powinien szczególnie uważać? Są grupy osób, które powinny szczególnie ostrożnie podchodzić do stosowania ziół. Kobiety w ciąży i karmiące powinny unikać roślin o działaniu poronnym i wpływającym na gospodarkę hormonalną: szałwia, piołun, lukrecja to tylko niektóre z nich. Dzieci również są wrażliwsze — zbyt duża ilość mięty może np. wywołać skurcz oskrzeli. Kilka podstawowych zasad dla początkujących i zaawansowanych Jeśli decydujesz się stosować zioła na własną rękę: Zioła są potężnymi sprzymierzeńcami zdrowia, ale wymagają szacunku i wiedzy. Ich moc jest prawdziwa — i dlatego warto znać jej granice. 1. Lamer-Zarawska, E., Kowal-Gierczak, B., & Niedworok, J. (2012). Fitoterapia i leki roślinne. Wydawnictwo Lekarskie PZWL. ISBN 978-83-200-4650-2 2. Bilyk, I. (2024). Interakcje leków z żywnością i suplementami. 3. Kowalcze, K. Zioła i rośliny przyprawowe w żywieniu człowieka dawniej i dziś. Problemy nauk medycznych dawniej i dziś, 9.

Zoofarmakognozja czyli medycyna niekonwencjonalna u zwierząt

Czy zwierzęta potrafią odróżniać rośliny? Oczywiście, że tak! I to nie tylko te jadalne, ale również te, które potrafią im pomóc w chorobie, złagodzić ból, a czasem nawet uratować życie. Skąd to wiedzą? Może się wydawać, że to magia – ale to mądrość natury. Zoofarmakognozja to fascynująca dziedzina badań, która zajmuje się odkrywaniem, jak zwierzęta same wybierają i stosują naturalne substancje, aby leczyć swoje choroby i poprawiać zdrowie. To nauka o samoleczeniu w świecie zwierząt, pokazująca, że nasi bracia mniejsi potrafią korzystać z roślin, minerałów czy nawet owadów jako naturalnych lekarstw. Dzięki temu zyskujemy nie tylko lepsze zrozumienie ich zachowań, ale także cenne wskazówki, które mogą inspirować nas do szukania nowych metod leczenia w zgodzie z naturą. Jak to się dzieje, że zwierzęta wiedzą co mają jeść? Chemosensoryka i smak Zwierzęta mają niesamowicie wyczulony węch i smak. Potrafią wyczuć i rozpoznać substancje chemiczne zawarte w roślinach – jak gorzkie alkaloidy, flawonoidy, taniny czy inne związki, które dla człowieka są często ledwo wyczuwalne. Co ciekawe, potrafią je nie tylko wyczuć, ale też skojarzyć z konkretnym działaniem – czy to leczniczym, czy wręcz toksycznym. Bywa, że choroba zmienia biochemię organizmu zwierząt i wpływa na ich zachowanie – to zjawisko nazywamy „sickness behaviour”, czyli zachowaniem chorobowym. Co ciekawe, zdrowe zwierzęta reagują na te same substancje inaczej niż chore. To oznacza, że podczas choroby uruchamia się w nich specjalny mechanizm – sygnał wysyłany przez układ odpornościowy do mózgu za pomocą białek zwanych cytokinami. Ten sygnał zmienia zachowanie zwierzęcia tak, aby samo szukało naturalnych lekarstw – bez potrzeby wcześniejszego uczenia się tego na własnych błędach. To jakby natura „podpowiadała”, co w danym momencie jest potrzebne do powrotu do zdrowia.  Podobnie jak u nas – gdy organizm potrzebuje magnezu, mamy ochotę na coś gorzkiego, jak czekolada, a przy niedokrwistości sięgamy po mięso – tak i zwierzęta zaczynają odczuwać nagłą potrzebę zjedzenia konkretnych roślin. Te rośliny zawierają składniki, których właśnie im brakuje. Uczenie się i obserwacja Młode uczą się od starszych – tak po prostu. U wielu gatunków, np. u szympansów, wilków czy nawet domowych kóz, młodsze osobniki bacznie obserwują, co jedzą dorośli. Zwłaszcza gdy ktoś jest chory – wtedy uważnie patrzą, po co sięga matka lub przywódca stada. To coś więcej niż tylko naśladownictwo – to forma naturalnej edukacji.  Zwierzęta mają także zdolność uczenia się na podstawie własnych doświadczeń. Jeśli po zjedzeniu konkretnej rośliny poczują się lepiej – zapamiętują to. I sięgają po nią ponownie, gdy pojawia się podobny problem. Ten mechanizm działa u wielu gatunków. Niektóre potrafią nawet „przyrządzić sobie lekarstwo” – specjalnie przygotowując roślinę w odpowiedni sposób, np. zwijając liście lub miażdżąc je, by uwolnić cenne związki.   Niektóre z nich są w tym naprawdę mistrzami – a historie, które za chwilę Wam pokażę, są tego najlepszym dowodem.  Szpak i kwas mrówkowy – naturalny środek przeciwpasożytniczy Szpaki europejskie do swoich gniazd często przynoszą świeże zioła, takie jak dzika marchew, krwawnik czy rzepik. Zawarte w tych roślinach związki terpenowe mają działanie odstraszające roztocza, wszy oraz bakterie, dzięki czemu pomagają chronić pisklęta przed pasożytami i infekcjami. Słyszeliście o zachowaniu o nazwie „anting”? Szpak łapie mrówki, rozgniata je i tarza się w nich. Kwas mrówkowy, który wydzielają mrówki, działa odstraszająco na owady oraz ma właściwości owadobójcze, bakteriobójcze i grzybobójcze. Obserwuje się u wielu gatunków ptaków, takich jak kruki czy sikory. Kapucynki i wije – naturalny repelent Słyszeliście o naturalnym antypespirancie? Wenezuelskie kapucynki oliwkowe wyłapują wije do ochrony przed owadami i pasożytami. Na czym to polega? Kapucynka nadgryza wije, która w obronie wydziela toksyczną substancje odstraszającą owady, a następnie smaruje futerko. Jeżeli wija przestaje wytwarzać tę substancje powtarza to po raz kolejny. Przed użyciem ugryźć :p Słonie i kora drzew – naturalne lekarstwo na bóle brzucha Słonie afrykańskie obserwowano, jak zrywają i żują korę drzew z gatunku Acacia nigrescens, znanego jako czarna akacja. Kora ta ma właściwości przeciwbólowe i przeciwzapalne, co pomaga słoniom w łagodzeniu dolegliwości żołądkowych. Goryle i liście – oczyszczanie jelit Goryle i szympansy potrafią spożywać liście roślin leczniczych w specyficzny sposób. Zwijają je tak, aby część z włoskami była na zewnątrz, co pomaga w oczyszczaniu jelit i efektywniejszym wchłanianiu substancji leczniczych. Kozy – zielarskie smakoszki Kozy są prawdziwymi ziołowymi smakoszami. Ich menu jest bardzo rozległe, ale potrafią być wybredne. Można zaobserwować, jak podgryzają korę drzew i jedzą gałęzie, co uzupełnia niedobory witamin i może likwidować stany zapalne. Chętnie jedzą pokrzywę, szałwię, krwawnik, skrzyp czy rumianek, wyczuwając, jakie zioło jest im aktualnie potrzebne. Psy i trawa – naturalne oczyszczanie żołądka Wielu właścicieli psów zauważa, że ich pupile czasami jedzą trawę. To zachowanie może być formą samoleczenia – trawa działa jako środek przeczyszczający lub pomaga w wywołaniu wymiotów, co może przynieść ulgę przy niestrawności lub obecności pasożytów. Koty i wybór roślin leczniczych – zoofarmakognozja w praktyce Niektóre koty, gdy mają dostęp do różnych ziół i olejków eterycznych, potrafią samodzielnie wybierać te, które pomagają im w dolegliwościach. Kocimiętka zawiera związek chemiczny o nazwie nepetalakton, który wywołuje u kotów reakcje euforyczne i relaks, ale jednocześnie ma właściwości łagodzące stres, co pozytywnie wpływa na układ odpornościowy i samopoczucie zwierzęcia. Inną rośliną, którą koty wybierają, jest rumianek. Jego delikatne działanie przeciwzapalne i uspokajające sprawia, że zwierzęta chętnie sięgają po niego, gdy odczuwają dyskomfort, np. przy problemach trawiennych czy bólach mięśni. Jeszcze ciekawszym przykładem jest aloes, który koty wykorzystują zewnętrznie do łagodzenia drobnych ran i podrażnień skóry. Roślina ta ma właściwości antybakteryjne i przyspiesza regenerację skóry, co koty intuicyjnie wykorzystują, ocierając się o jej liście. To tylko niektóre z wielu przykładów, które pokazują, jak nasi bracia mniejsi potrafią samodzielnie dbać o swoje zdrowie. Ich instynkt i naturalna mądrość prowadzą ich do roślin i substancji, które pomagają w walce z chorobami. Warto obserwować i uczyć się od nich, bo to dowód na to, że natura zna najlepsze lekarstwa. 1.Budny, A., Kupczyński, R., Sobolewska, S., Korczyński, M., & Zawadzki, W. (2012). Samolecznictwo i ziołolecznictwo w profilaktyce i leczeniu zwierząt gospodarskich. Acta Sci Pol Med Vet, 11(1), 5-24. 2. Hart, B. L. (2011). Behavioural defences in animals against pathogens and parasites: parallels with the pillars of medicine in humans. Philosophical Transactions of the Royal Society

Zioła, instynkt i chłopski rozum – pradawna mądrość zielarstwa

Jak to się stało, że nie mając laboratoriów tysiące lat temu wiedzieliśmy, co leczy, a co szkodzi? Nie mieliśmy spektrometrów, chromatografów ani syntez chemicznych. A jednak – człowiek wiedział, co zjeść, żeby się wzmocnić, a czego unikać, by nie zginąć. Wiedział, która roślina uśmierzy ból żołądka, a która pokrzepi ciało. Jak to możliwe? Metoda prób i błędów To oczywiste – najstarsza, choć brutalna metoda. Człowiek próbował, doświadczał i… czasem za tę próbę płacił życiem. Inni obserwowali, zapamiętywali i przekazywali dalej: „Tego nie jedz, bo zginiesz”, „Tamto pomogło babce, co miała kaszel”. Tak budowała się pierwsza zielarska wiedza. Początkowo wiedza o ziołach przekazywana była ustnie – z ust do ust, z pokolenia na pokolenie. Przy ognisku, przy stole, czasem szeptem między ziołami suszącymi się pod strzechą. To był przekaz żywy, pełen emocji, zapachów i doświadczeń. Ale czas płynął, a z nim pojawiła się potrzeba trwałości – by to, co sprawdzone i skuteczne, nie zginęło wraz z odejściem zielarza. W Mezopotamii zaczęto więc ryć na glinianych tabliczkach receptury ziołowe – niektóre z nich pochodzą sprzed ponad 4000 lat. W Egipcie natomiast, na papirusie Ebersa z około 1550 roku p.n.e., zapisano ponad 700 receptur, wskazując m.in. na użycie czosnku, aloesu i anyżu. To już była poważna farmakopea, a nie tylko intuicja! A jak to wyglądało u nas, tu – na naszych polskich ziemiach? Otóż, nie jesteśmy wcale w tyle. W Biskupinie – słynnej osadzie kultury łużyckiej sprzed ponad 2500 lat – odkryto pozostałości ziół takich jak mięta, pokrzywa, dziurawiec czy kminek. W glinianych naczyniach przetrwały ich mikroskopijne ślady, czekając cierpliwie, aż naukowcy odkryją ich tajemnice. Z kolei w okolicach Wiślicy archeolodzy znaleźli nasiona maku i lnu – roślin, które miały znaczenie nie tylko kulinarne, ale i lecznicze. To były nasze „polskie papirusy” – tylko że niepisane. Zaklęte w popiele ognisk, w zwojach dymu, w rękach babki zielarki, która nie potrzebowała laboratorium, by wiedzieć, że kwiaty lipy leczą kaszel, a kora wierzby uśmierza ból. Ile osób zginęło, nim ustalono, co wolno, a czego nie? Możemy się tylko domyślać. Zwierzęta jako nauczyciele Ludzie od zawsze byli blisko przyrody. Zanim pojawiły się telewizory, smartfony i streamingi – patrzyliśmy w niebo, słuchaliśmy świerszczy, a w dzień obserwowaliśmy zwierzęta. Ktoś patrzył, jak koń podczas obiadowej przerwy podchodzi do konkretnej rośliny. Inny zastanawiał się, dlaczego jeleń, zraniony, liże korę konkretnego drzewa. To nie są bajki. Dzisiejsze badania pokazują, że zwierzęta mają zdolność do tzw. samoleczenia roślinami (zoofarmakognozja). Goryle w Rwandzie żują pędy Vernonia, które mają działanie przeciwpasożytnicze. W Polsce bociany zjadają glistnik (jaskółcze ziele), który działa przeciwwirusowo – a wszystko to zaobserwowano bez udziału człowieka. Czy ludzie nauczyli się czegoś przez obserwację? Z pewnością. Instynkt – zapomniany zmysł Niektóre zwierzęta uczą się przez naśladownictwo, ale inne wiedzą „od siebie”. Zmysł. Instynkt. My jako ludzie też go mamy. A przynajmniej mieliśmy. Tylko że w miarę rozwoju technologii – coś się wyciszyło. A przecież mamy pięć zmysłów. Smak, zapach, dotyk, słuch, wzrok. Czy to możliwe, że kiedyś ludzie po prostu wiedzieli, co im służy? Niektórzy badacze (m.in. Stephen Harrod Buhner) uważają, że rośliny wysyłają sygnały chemiczne, które jesteśmy w stanie odczytać na poziomie podświadomym – jeśli tylko jesteśmy uważni. Niektóre rzeczy trudno ubrać w słowa, a jeszcze trudniej w schematy badań. Zielarze, starzy i nowi, wspominają o snach, w których rośliny do nich „przychodziły”. I to dosłownie – objawiały się, szeptały swoje imiona, podpowiadały zastosowania. Czy to tylko wyobraźnia? A może dawna wiedza, która szukała wyjścia z głębi podświadomości? W mitologii słowiańskiej wierzono, że nie każdy może zostać zielarzem – to zioła wybierają człowieka, a nie odwrotnie. Nocą, kiedy zmysły ciała śpią, dusza może słuchać uważniej. Czasem to roślina śni się wielokrotnie. Innym razem – człowiek budzi się z nazwą w głowie albo z pewnością, że właśnie to zioło pomoże sąsiadowi, który od tygodni kaszle. Dziś nazwalibyśmy to intuicją, przeczuciem, sygnałem z podświadomości. Ale wtedy – to był głos natury. Duchowe prowadzenie, które wymykało się logice, a jednak prowadziło do prawdziwych efektów. Czyż nie na tym właśnie polega mądrość? Może instynkt nie zniknął. Może po prostu śpi? Smak jako drogowskaz Zanim powstały laboratoria i spektrometry, zanim do roślin podchodziło się z pipetą i tabelką – był smak. To on był pierwszym testem, pierwszym komunikatem od zioła. Gorzki? To znak, że pobudza wątrobę, żółć, trawienie. Cierpki? Działa ściągająco, uszczelnia śluzówki, tamuje lekkie krwawienia. Ostry? To ogień – rozgrzewa, pobudza krążenie, przegania chłód z ciała. Ta analiza zmysłowa, tzw. organoleptyczna, była dla dawnych ludzi czymś zupełnie naturalnym – smakowali, dotykali, wąchali, obserwowali. Smak był językiem, którym roślina mówiła do człowieka. I nadal tak mówi – wystarczy się zatrzymać, poczuć, posłuchać. Do dziś zresztą smak odgrywa kluczową rolę w tradycyjnych systemach leczenia – ajurwedzie czy medycynie chińskiej. I choć współczesna nauka rzadko patrzy w tę stronę, to przecież ciało nadal wie. Trzeba tylko wrócić do tej wiedzy – przez język, nos, dłonie. Przez zmysły, które kiedyś były naszymi najlepszymi narzędziami diagnostycznymi. Chłopski rozum i teologia rośliny W XIX wieku powstawały zielniki pisane przez chłopów, wiejskich znachorów i duchownych. Ich podejście było proste: wygląd rośliny mówił o jej działaniu. Coś przypominało gardło? Działało na gardło. Coś rosło w miejscach płodnych i obfitych? Miało wspierać płodność. To nie tylko symbolika. To teoria signatura rerum – znaków rzeczy. Przez wieki popularna, dziś nieco zapomniana. Ale nauka przyznaje: rośliny o określonych kształtach i kolorach rzeczywiście niosą określone właściwości. A Ty, roślinko – co do mnie mówisz? 1. Tyszkiewicz, J. (2013). Problemy roślinnego pożywienia głodowego w dawnej Polsce. Przegląd Historyczny, 1, 69-77. 2. Freymann, E., Carvalho, S., Garbe, L. A., Dwi Ghazhelia, D., Hobaiter, C., Huffman, M. A., et al. (2024). Pharmacological and behavioral investigation of putative self-medicative plants in Budongo chimpanzee diets. PLoS ONE, 19(6): e0305219. 3. Buhner, S. H. (2004). The secret teachings of plants: The intelligence of the heart in the direct perception of nature. Inner Traditions/Bear & Co. 4. Gieysztor, A. (2006). Mitologia Słowian. Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego.

Zioła na uboczu: co oddaliło Polaków od naturalnego leczenia

Strach przed tym co nieznane. Boimy się tego, co nieznane. Paradoks polega jednak na tym, że zioła wcale nie są niczym nowym. Towarzyszą nam od tysięcy lat. Są obecne w naszym życiu od prehistorii, bowiem w latach 50. XX  znaleziono jaskinię Szanidar w północnej części Iranu, która okazała się grobem jednego z neandertalczyków. Odnaleziono tam ślady pyłków roślin leczniczych, takich jak krwawnik, chaber, prawoślaz. Uważa się, że mogły być stosowane do leczenia ran, infekcji lub wykorzystywane w rytuałach.  My Polacy, jako potomkowie Polan i ludów słowiańskich – mamy zioła wpisane w naszą tożsamość od zarania dziejów, nasi przodkowie wykorzystywali moc ziół – nie tylko do leczenia, ale i w codziennych rytuałach, magii i ochronie przed „złym okiem”. Skąd to wiadomo? Z badań etnobotanicznych i analiz dawnych zwyczajów słowiańskich. Wiedza o ziołach była przekazywana ustnie z pokolenia na pokolenie, a pierwsze pisane wzmianki o ludowym stosowaniu roślin pochodzą już z kronik średniowiecznych. Rośliny takie jak bylica, pokrzywa, krwawnik, rumianek czy dziurawiec były stosowane na ból brzucha, rany, gorączkę, ale też np. do okadzania domów w czasie przesilenia letniego czy jako ochrona przed demonami. Nie były to działania przypadkowe – Słowianie wierzyli w siły przyrody, a zioła były jednym z narzędzi do utrzymania harmonii ze światem. Zresztą, wiele z tych tradycji przetrwało do dziś w postaci obrzędów ludowych, takich jak święcenie ziół w czasie Matki Boskiej Zielnej. To pokazuje, że nasze korzenie są silnie zakorzenione w naturze.  Co się wydarzyło, że oddaliliśmy się od natury? Polska to kraj o wyjątkowo bogatych tradycjach zielarskich. Zioła były z nami od zawsze – od czasów prahistorycznych, przez okres słowiański, aż po wieki średnie i nowożytne. A jednak, mimo tego dziedzictwa, wiele osób w Polsce dziś nie sięga po naturalne lekarstwa, a zioła często są traktowane jako coś drugorzędnego, archaicznego, a czasem wręcz niepewnego. Dlaczego tak się stało? Rewolucja chemii syntetycznej Pierwszym i największym przełomem była rewolucja chemii syntetycznej w XIX wieku. Wynalezienie leków w postaci tabletek i syropów, które miały działać szybko i skutecznie na konkretne objawy, zmieniło sposób myślenia o leczeniu. Zioła, z ich złożonymi mieszaninami substancji i dłuższym czasem działania, zaczęły być postrzegane jako metody przestarzałe, mało efektywne i nieprofesjonalne. To był początek wypierania zielarstwa przez medycynę konwencjonalną. Wojna, bieda i zioła „dla biedaków” Do tego doszły ciężkie czasy – wojny, głód i bieda, które mocno odcisnęły się na mentalności społeczeństwa. Zioła, które kiedyś były naturalnym ratunkiem, zaczęły kojarzyć się z biedą i niedostatkiem. Pokrzywa, łoboda czy babka lancetowata – zioła „dla biedaków” – straciły prestiż, a ludzie zaczęli marzyć o nowoczesnych lekach i produktach „dla lepszego życia”. Po okresie niedostatku naturalne mikstury wydawały się za mało „eleganckie” i niegodne zaufania. Kościół i strach przed „czarami” Nie bez znaczenia był też wpływ Kościoła i kultury religijnej, która przez wieki walczyła z tym, co uznawała za magię i pogańskie praktyki. Zielarstwo często kojarzono z czarami, przesądami i zabobonami. Inkwizycje i procesy o czary odstraszały ludzi od tradycyjnej wiedzy, która mogła być powodem podejrzeń o kontakty z siłami nieczystymi. W efekcie wiele cennych tradycji zielarskich przeszło do podziemia lub zostało zapomnianych. Brak edukacji i wiedzy Do tego wszystkiego dochodzi dziś kilka kolejnych barier. Przede wszystkim brak rzetelnej edukacji zielarskiej w szkołach i na uczelniach sprawia, że większość ludzi nie zna dobrze właściwości roślin i boi się ich stosować. Wiedza jest często przekazywana z pokolenia na pokolenie, ale bywa zniekształcona lub niepełna. Wygoda kontra cierpliwość Współczesny świat wymaga też szybkości i wygody. Tabletki z apteki działają szybko i łatwo je stosować, podczas gdy ziołowe napary i kuracje potrzebują cierpliwości i systematyczności. W dobie natychmiastowej ulgi zioła wypadają na niekorzyść. Siła marketingu i farmacja Ogromną rolę odgrywa też marketing koncernów farmaceutycznych, które dysponują ogromnymi budżetami na reklamę swoich produktów. Zioła, które często są sprzedawane przez małe firmy lub zielarzy, nie mają takiej siły przebicia, przez co dla wielu konsumentów pozostają mniej wiarygodne. Strach i niepewność Nie bez znaczenia jest także strach przed samodzielnym leczeniem. W dobie dostępu do lekarzy i gotowych leków ludzie wolą zaufać medycynie konwencjonalnej niż ryzykować błędy w dawkowaniu lub interakcje z lekami. Styl życia: fast food zamiast herbatki z lipy Wreszcie – zmiana stylu życia i diety spowodowała, że zioła nie są już naturalnym elementem codziennej rutyny. Fast foody, przetworzona żywność i siedzący tryb życia odsunęły na bok naturalne metody wzmacniania zdrowia. Wątpliwa jakość produktów Nie bez znaczenia pozostaje także kwestia jakości produktów zielarskich. Na rynku jest wiele suplementów i herbatek różnej jakości, często bez odpowiedniej kontroli i standaryzacji. To budzi nieufność i zniechęca do sięgania po naturalne środki. Czy zioła wrócą do łask? Wszystkie te czynniki sprawiły, że Polacy oddalili się od ziół, mimo że mamy do nich naturalny i historyczny sentyment. Dziś jednak obserwujemy powrót do natury, większą świadomość i chęć poznania ziół na nowo – nie jako magicznych eliksirów, ale jako ważnego elementu zdrowego stylu życia. Bo prawda jest taka, że zioła są z nami od zawsze – od czasów neandertalczyka z Shanidar po Polan w średniowieczu. To nie zioła zawiodły ludzi, tylko my oddaliliśmy się od nich przez czasy, stereotypy i wygodę. Bibliografia: 1. Solecki, R.S. (1975). Shanidar: The First Flower People. Alfred A. Knopf. 2. Musiał, K. (2018). Oblicza przyrody w wyobrażeniach dawnych Słowian. Rozprawy Społeczne, 12(4), 15-21. 3. Olewnicki, D., Jablonska, L., Orlinski, P., & Gontar, L. (2015). Zmiany w krajowej produkcji zielarskiej i wybranych rodzajach przetwórstwa roślin zielarskich w kontekście globalnego wzrostu popytu na te produkty. Zeszyty Naukowe Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Problemy Rolnictwa Światowego, 15(1).