Jak to się stało, że nie mając laboratoriów tysiące lat temu wiedzieliśmy, co leczy, a co szkodzi? Nie mieliśmy spektrometrów, chromatografów ani syntez chemicznych. A jednak – człowiek wiedział, co zjeść, żeby się wzmocnić, a czego unikać, by nie zginąć. Wiedział, która roślina uśmierzy ból żołądka, a która pokrzepi ciało. Jak to możliwe?
Metoda prób i błędów
To oczywiste – najstarsza, choć brutalna metoda. Człowiek próbował, doświadczał i… czasem za tę próbę płacił życiem. Inni obserwowali, zapamiętywali i przekazywali dalej: „Tego nie jedz, bo zginiesz”, „Tamto pomogło babce, co miała kaszel”. Tak budowała się pierwsza zielarska wiedza.
Początkowo wiedza o ziołach przekazywana była ustnie – z ust do ust, z pokolenia na pokolenie. Przy ognisku, przy stole, czasem szeptem między ziołami suszącymi się pod strzechą. To był przekaz żywy, pełen emocji, zapachów i doświadczeń. Ale czas płynął, a z nim pojawiła się potrzeba trwałości – by to, co sprawdzone i skuteczne, nie zginęło wraz z odejściem zielarza.
W Mezopotamii zaczęto więc ryć na glinianych tabliczkach receptury ziołowe – niektóre z nich pochodzą sprzed ponad 4000 lat. W Egipcie natomiast, na papirusie Ebersa z około 1550 roku p.n.e., zapisano ponad 700 receptur, wskazując m.in. na użycie czosnku, aloesu i anyżu. To już była poważna farmakopea, a nie tylko intuicja!
A jak to wyglądało u nas, tu – na naszych polskich ziemiach?
Otóż, nie jesteśmy wcale w tyle. W Biskupinie – słynnej osadzie kultury łużyckiej sprzed ponad 2500 lat – odkryto pozostałości ziół takich jak mięta, pokrzywa, dziurawiec czy kminek. W glinianych naczyniach przetrwały ich mikroskopijne ślady, czekając cierpliwie, aż naukowcy odkryją ich tajemnice. Z kolei w okolicach Wiślicy archeolodzy znaleźli nasiona maku i lnu – roślin, które miały znaczenie nie tylko kulinarne, ale i lecznicze.
To były nasze „polskie papirusy” – tylko że niepisane. Zaklęte w popiele ognisk, w zwojach dymu, w rękach babki zielarki, która nie potrzebowała laboratorium, by wiedzieć, że kwiaty lipy leczą kaszel, a kora wierzby uśmierza ból.
Ile osób zginęło, nim ustalono, co wolno, a czego nie? Możemy się tylko domyślać.
Zwierzęta jako nauczyciele
Ludzie od zawsze byli blisko przyrody. Zanim pojawiły się telewizory, smartfony i streamingi – patrzyliśmy w niebo, słuchaliśmy świerszczy, a w dzień obserwowaliśmy zwierzęta. Ktoś patrzył, jak koń podczas obiadowej przerwy podchodzi do konkretnej rośliny. Inny zastanawiał się, dlaczego jeleń, zraniony, liże korę konkretnego drzewa. To nie są bajki. Dzisiejsze badania pokazują, że zwierzęta mają zdolność do tzw. samoleczenia roślinami (zoofarmakognozja). Goryle w Rwandzie żują pędy Vernonia, które mają działanie przeciwpasożytnicze. W Polsce bociany zjadają glistnik (jaskółcze ziele), który działa przeciwwirusowo – a wszystko to zaobserwowano bez udziału człowieka.
Czy ludzie nauczyli się czegoś przez obserwację? Z pewnością.
Instynkt – zapomniany zmysł
Niektóre zwierzęta uczą się przez naśladownictwo, ale inne wiedzą „od siebie”. Zmysł. Instynkt. My jako ludzie też go mamy. A przynajmniej mieliśmy. Tylko że w miarę rozwoju technologii – coś się wyciszyło.
A przecież mamy pięć zmysłów. Smak, zapach, dotyk, słuch, wzrok. Czy to możliwe, że kiedyś ludzie po prostu wiedzieli, co im służy? Niektórzy badacze (m.in. Stephen Harrod Buhner) uważają, że rośliny wysyłają sygnały chemiczne, które jesteśmy w stanie odczytać na poziomie podświadomym – jeśli tylko jesteśmy uważni.
Niektóre rzeczy trudno ubrać w słowa, a jeszcze trudniej w schematy badań. Zielarze, starzy i nowi, wspominają o snach, w których rośliny do nich „przychodziły”. I to dosłownie – objawiały się, szeptały swoje imiona, podpowiadały zastosowania. Czy to tylko wyobraźnia? A może dawna wiedza, która szukała wyjścia z głębi podświadomości?
W mitologii słowiańskiej wierzono, że nie każdy może zostać zielarzem – to zioła wybierają człowieka, a nie odwrotnie. Nocą, kiedy zmysły ciała śpią, dusza może słuchać uważniej. Czasem to roślina śni się wielokrotnie. Innym razem – człowiek budzi się z nazwą w głowie albo z pewnością, że właśnie to zioło pomoże sąsiadowi, który od tygodni kaszle.
Dziś nazwalibyśmy to intuicją, przeczuciem, sygnałem z podświadomości. Ale wtedy – to był głos natury. Duchowe prowadzenie, które wymykało się logice, a jednak prowadziło do prawdziwych efektów. Czyż nie na tym właśnie polega mądrość?
Może instynkt nie zniknął. Może po prostu śpi?
Smak jako drogowskaz
Zanim powstały laboratoria i spektrometry, zanim do roślin podchodziło się z pipetą i tabelką – był smak. To on był pierwszym testem, pierwszym komunikatem od zioła.
Gorzki? To znak, że pobudza wątrobę, żółć, trawienie. Cierpki? Działa ściągająco, uszczelnia śluzówki, tamuje lekkie krwawienia. Ostry? To ogień – rozgrzewa, pobudza krążenie, przegania chłód z ciała.
Ta analiza zmysłowa, tzw. organoleptyczna, była dla dawnych ludzi czymś zupełnie naturalnym – smakowali, dotykali, wąchali, obserwowali. Smak był językiem, którym roślina mówiła do człowieka. I nadal tak mówi – wystarczy się zatrzymać, poczuć, posłuchać.
Do dziś zresztą smak odgrywa kluczową rolę w tradycyjnych systemach leczenia – ajurwedzie czy medycynie chińskiej. I choć współczesna nauka rzadko patrzy w tę stronę, to przecież ciało nadal wie. Trzeba tylko wrócić do tej wiedzy – przez język, nos, dłonie. Przez zmysły, które kiedyś były naszymi najlepszymi narzędziami diagnostycznymi.
Chłopski rozum i teologia rośliny
W XIX wieku powstawały zielniki pisane przez chłopów, wiejskich znachorów i duchownych. Ich podejście było proste: wygląd rośliny mówił o jej działaniu. Coś przypominało gardło? Działało na gardło. Coś rosło w miejscach płodnych i obfitych? Miało wspierać płodność.
To nie tylko symbolika. To teoria signatura rerum – znaków rzeczy. Przez wieki popularna, dziś nieco zapomniana. Ale nauka przyznaje: rośliny o określonych kształtach i kolorach rzeczywiście niosą określone właściwości.
A Ty, roślinko – co do mnie mówisz?
1. Tyszkiewicz, J. (2013). Problemy roślinnego pożywienia głodowego w dawnej Polsce. Przegląd Historyczny, 1, 69-77.
2. Freymann, E., Carvalho, S., Garbe, L. A., Dwi Ghazhelia, D., Hobaiter, C., Huffman, M. A., et al. (2024). Pharmacological and behavioral investigation of putative self-medicative plants in Budongo chimpanzee diets. PLoS ONE, 19(6): e0305219.
3. Buhner, S. H. (2004). The secret teachings of plants: The intelligence of the heart in the direct perception of nature. Inner Traditions/Bear & Co.
4. Gieysztor, A. (2006). Mitologia Słowian. Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego.